czwartek, 25 grudnia 2014

Imagin Harry

Hejka, dziś tak smutno, bo jakoś tak słucham sobie takich smutnych, ale pięknych piosenek.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
do czytania
- Anastazja, chodź tu!- zawołał mój ojciec z salonu.
Posłusznie zeszłam. Musiałam posłusznie, inaczej znów by mnie zlał, a ja tego nie chciałabym. Ludzie pytają, co się stało? Jak mam odpowiedzieć, nie odpowiadam. Unikam. Dlatego często wagaruję. Przychodzę późno, żeby się z nim nie spotkać. Dlaczego taki jest? Zmienił się po śmierci matki. Wtedy miałam dwanaście lat, a teraz mam siedemnaście. Od tych czterech lat ciągle jestem taka. Czarna buntowniczka, tak nazywają mnie Ci, którzy mnie znają. Ci którzy nie znają mówią: ,, Zwykła...'' to obraża, ale tak wyglądałam. Czarne sięgające pasa włosy, zazwyczaj czarne dżinsy, bluzka również.
- Ana!- znów krzyknął ojciec, kiedy wchodziłam do salonu.
- Tak, tato?- spytałam.
- Kup mi córcia piwo.-
- Nie jestem pełnoletnia.-
- No to coś innego.- powiedział robiąc krzywą minę.- Masz tu pieniądze.-
Podał mi je. Wzięłam do ręki kasę, założyłam buty i wyszłam. Było dość chłodno, jak na czerwcowy wieczór. Szłam jedną z najbogatszych ulic Londynu. Tak, mieszkałam na niej. Pomimo tego jak mnie traktował, miałam co jeść, gdzie mieszkać, niby nie brakowało mi nic. Weszłam do marketu i od razu skręciłam na półkę z alkoholem. Nie lubiłam tam chodzić. Nigdy nawet łyka nie napiłam się tej trucizny i nie napiję się. Zaczęłam przeglądać, kiedy już chciałam wziąć do ręki butelkę jakiegoś alkoholu, jakiś chłopak złapał mnie za rękę i odtrącił ją od półki tym samym popychając całą mnie. Potknęłam się o kafelkę i wywróciłam się.
- Co ty robisz?!- krzyknęłam na chłopaka.
- Nie jesteś pełnoletnia.- powiedział spokojnie.
- Zamknij się!- krzyknęłam wstając.- Nie jesteś moją niańką.-
- No nie.- zaśmiał się.- Ale i tak Ci nie pozwolę.-
- I tak to kupię, jak nie teraz to później.- prychnęłam odchodząc na drugii brzeg półki.
 Złapałam jakąś inną butelkę i szłam w stronę kasy.  Poszedł za mną. Wyrwał mi butelkę i poszedł z powrotem odnieść to.
- O co Ci chodzi?- spytałam idąc za nim.
- A  Tobie?-
- Po prostu muszę to kupić.- znów się zaśmiał.
- A niby po co Ci to?- powiedział odkładając butelkę.- Nie wyglądasz na pijaczkę.-
- Ja nie piję, to dla ojca.- znów wzięłam butelkę.
Znów mi ją wyrwał i odłożył.
- Mam na imię Harry, a ty?-
- Anastazja, po co to robisz?- odpowiedziałam.- Nudzi Ci się?-
- Nie czekam na kogoś.-
Wtedy zobaczyłam chłopaka biegnącego w naszą stronę.
- Już Ci się nie będzie nudzić.- ponownie pochwiciłam butelkę i pobiegłam do kasy.
Gdy już stałam przy niej, ekspedientka kazała mi pokazać dowód.
- Nie mam.- tylko tyle umiałam wydobyć z siebie.
Czułam Harry'ego wzrok na mnie, kątem oka spostrzegłam, że się chichocze.
- Jeśli nie masz dowodu, to nie mogę Ci tego sprzedać.- powiedział biorąc słuchawkę do ręki.- To już czwarty raz w tym tygodniu, dzwonię na policję.
- Nie, niech pani nie dzwoni.- wydusiłam  z siebie.
- Muszę, Paul chodź tu krzyknęła do ochroniarza, stojącego przy wyjściu.
Szybko podszedł.
- O co chodzi?- spytał patrząc na mnie.
- Niepełnoletnia.-
Złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą. Nie ruszyłam się z miejsca.
- Mam użyć kajdanek, czy dobrowolnie?- spytał wyjmują kajdanki z kieszeni.
Musiałam coś wymyślić, ale co? Gdyby policja przywiozła mnie do domu, ojciec wpadłby w szał i znów oberwałabym. Ucieczka? To w sumie nie głupi pomysł. Ale jak? Ochroniarz już zbliżał się z kajdankami. Odsunęłam się krok do tyłu, ale wpadłam na Harry'ego. Złapał mnie za ramiona i wyciągnął moje ręce w stronę jak widać policjanta. On je złapał i jednym ruchem obrócił mnie plecami  do siebie. Poczułam ból. Zbyt mocno je zaciskał.
- Ał...- wyjęknęłam z siebie.
Paul złapał mnie z ramiona i wyprowadził mnie ze sklepu.
- Dziękuję Harry.- powiedział Paul.-  Inaczej ja musiałbym to zrobić siłą.-
- Nie ma za co.- powiedział do niego.- Anastazjo i widzisz miałem rację.-
Zaśmiał się.
- Nienawidzę Cię.- wyjęknęłam i chwilę potem podjechał samochód z policjantami.
- Co się stało?- spytał jeden z nich.
- Niepełnoletnia chciała kupić alkohol, czwarty raz w tygodniu.-
- Na to nie poradzimy, nie możemy jej zatrzymać.- westchnął i przyglądał mi się.-
Paul również westchnął. Znów mną obrócił i zdjął kajdanki i mnie puścił. Stanęłam krok do tyłu i zaczęłam pasować bolące miejsce, które było małych przecięciach.
- Chodź opatrzę to.- odezwał się Harry znów.
Gdy chciał podejść zrobiłam unik i zaczęłam biec. Najpierw przez jezdnię, a potem chodnikiem w stronę domu.
Przed domem zatrzymałam się. Spojrzałam w stronę marketu. Harry i jego kolega biegli w moją stronę. Przewróciłam oczami i weszłam do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg, ojciec zawołał:
- I co dałaś radę?-
- Nie.- postanowiłam ominąć sytuację  z Harrym, Paulem i policją.
-Jak nie?!- ojciec wrzasnął, podniósł się z kanapy i szedł w moją stronę.- Pytam!-
- Powiedzieli, że mi nie sprzedadzą.- wydusiłam z siebie, gdy on złapał mnie i  uderzył mnie skórzanym paskiem.
- Teraz zostaniesz ukarana!- wydarł się.
Złapał mnie za kark i rzucił mną o podłogę.
- Nie proszę!- krzyknęłam, ale to nie brzmiało jak krzyk tylko szept.
Znów uderzył, potem znów i znów. Nawet nie wiem ile razy, bo mogłam się tylko skupić na bólu. Strasznie bolały mnie plecy, pośladki i uda. Po około dwóch minutach przestał.  Zaczęłam głośno szlochać.
- Zamknij się!- krzyknął u uderzył mnie w twarz, po czym władował mi do ust chustkę, abym nie mogła krzyczeć.
Ponownie uderzył. Tym razem o wiele boleśniej. Poczułam jak strumienie krwi moczą moją koszulkę. Zauważył to i podniósł mnie. Włożył rękę pod bluzkę i przejechał po źródle  strumienia. Jego ręka powędrowała do zapięcia stanika. Pokręciłam głową i chciałam się wyrwać, ale na marne.
Złapał mnie jeszcze mocniej i odpiął stanik.
-Zabawimy się?- spytał powoli przesuwając swoją rękę na przednią część ciała. Najpierw pomasował mój brzuch, a potem w górę. W końcu ich dotknął, próbowałam krzyknąć, ale on to spostrzegł i je ścisnął. Znów próbowałam się wyrwać, ale rzucił mną mocno o podłogę. Usłyszałam szmer za drzwiami i miałam nadzieję, że ktoś mi pomoże. Harry? On mógł mi pomóc.
-I co jak, może?- znów mnie podniósł, podniósł również pas z podłogi i gdy chciał zadać kolejny cios do przedpokoju wpadł Harry z kolegą i policjantami. Natychmiast wyrwali mu pas i unieruchomili.
Harry  ukucnął przy mnie, ale dalej już nie pamiętam...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że słaby koniec, ale no cóż tak jest

1 komentarz: