sobota, 6 czerwca 2015

FF Niall #1





Był zimowy poranek. Za oknem małego domku na przedmieściach Londynu padał śnieżnobiały ,śnieg. Było go sporo, ponieważ wszystko co znajdowało się na ulicy było białe i zamarznięte. Lena jak co ranka obudziła się i jeszcze nie do końca dobudzonymi oczami zerknęła na padający śnieg. Uśmiechnęła się. Kochała przyrodę. Każdą porę roku, a w szczególności zimę. Lubiła kiedy mróz szczypał jej nos i kiedy wydychała powietrze, które parowało. Przeniosła wzrok na ścianę. Wisiał na niej wielki plakat brytyjsko- irlandzkiego zespołu One Direction. Ponownie uśmiechnęła się i ,,wysłała’’ buziaka do Niall’a. Niall jest niebieskookim farbowanym blondynem. Wzdychają do niego tysiące fanek takich jak Lena. Tylko, że te inne fanki nie znają go prywatnie. Dziewczyna powoli odkryła się i wstała. Podeszła do lustra i przyglądała się sobie. Była podobna do chłopaka na plakacie. Miała również blond włosy, niebieskie oczy i aparat na zęby. Podobnie jak on też lubiła grać w piłkę i dużo jeść.

- Dzisiaj piękny dzień!- zawołała i przyłożyła do swojego ciała sukienkę, która wisiała obok.

Zaczęła podśpiewywać jedną z piosenek jej ulubionego zespołu i w tym samym czasie przebrała się z pidżamy w sukienkę. Była ona koloru mięty, z przodu sięgała do połowy ud, a z tyłu tworzyła ,,ogon’’ aż do podłogi. Obróciła się śmiejąc. Zaczęła czesać włosy i zrobiła sobie warkocza na bok, tak jak Elza z  filmu ,, Kraina Lodu’’. Weszła do łazienki. Umyła zęby, pomalowała się i spryskała się ulubionym perfumami.

-Lena, gotowa?- zapytał jej brat Liam.

- Tak.-

-Jejku, nadal jest dziwne, że masz plakat ze mną w pokoju.- popatrzył na plakat.

- Ja już się przyzwyczaiłam.- uśmiechnęłam się i założyłam moje czarne obcasy.

- A ja się nigdy nie przyzwyczaję.- zaśmiał się.

-Ale to i tak mój pokój.- uśmiechnęłam się zwycięsko.

                                                                      ***

Weszłam do kościoła. Niewielki, ale piękny. Był zbudowany stylem gotyckim. Białe kafle na podłodze, ciemne ławki, a do tego przy każdej z ławek wisiał bukiet fioletowych lawend. U góry wzdłuż filarów były rozwieszone białe wstążki z tymi samymi kwiatami, a na samym przodzie złoty cudowny ołtarz. Całość tworzyła niesamowite wrażenie.
 Po chwili rozbrzmiała muzyka,a ceremonia się zaczęła. 
-Czy ty Elenour Calder bierzesz sobie za męża tego oto Louisa Tomlinsona?-
-Tak.-Odpowiedziała.
-A ty Louisie Tomlinsonie bierzesz za żonę tę oto Elenour Calder?
-Tak.
-Możecie się pocałować.-Oznajmił ksiądz, a gdy nowożeńcy zaczęli się całować rozbrzmiały oklaski.
Po chwili wszyscy wyszliśmy z kościoła. Każdy po kolei podchodził do nowożeńców. Potem pojechaliśmy do domu, w którym miało odbyć się wesele.
-Gorzko, gorzko...!- Harry i Niall zaczęli wołać.
***
-A teraz poprosimy wszystkie dziewczyny!- zawołał wodzirej.
Wstałam i razem z innymi dziewczynami ustawiłyśmy się w kółko. W środku stała Panna Młoda. Zabawa polegała na tym, że dziewczyna musi złapać welon, a chłopak krawat. Kobieta zakłada welon, facet krawat i tak oto zostają ,,małżeństwem''.
-Stop.- Muzyka się zatrzymała, a w moje ręce wpadł welon.
Wszyscy zaczęli klaskać.
-A teraz Panowie.- Muzyka znów popłynęła gdy chłopcy ustawili się w kółeczko. 
Był w nim m. in. Harry, Niall i Liam.
Znów usłyszałam stop. Niall trzymał krawat.
-Gorzko, gorzko!- zaczął wrzeszczeć Harry. 
-No cóż.- Niall w natychmiastowym tempie znalazł się niebezpiecznie blisko mnie.
-Nie gadaj.-Złączyłam nasze usta.
-Kocham Cię.-Wyszeptał gdy się od siebie odsunęliśmy.
-Ja ciebie też.
*Dwa lata później*
-Przyj, przyj kochanie!- wołał przerażony i zdeterminowany Niall.
-Macie Państwo piękną córeczkę.- Powiedział lekarz po jakiejś godzinie mojego rodzenia.
-Jak ją nazwiemy?- Wyszeptałam.
-Lily?-
- A nie dawałaś mi Lil na każdą randkę?
- Dawałem.
Właśnie. Zapomniałam. Po tym weselu zaczęliśmy się spotykać, a po pół roku oświadczył się. Później ślub i ciąża. A teraz urodziłam słodką Lily. 
__________________________________________________________________________________
Co o tym myślicie? Podoba Wam się, czy nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz